niedziela, 23 grudnia 2018

Wigilia Hubalczyków

To musiała być strasznie smutna Wigilia. Pierwsza okupacyjna...  W wielu domach miejsce przy stole miało już zawsze pozostać puste. Byli jednak tacy, którzy chociaż przez chwilę mogli mieć wrażenie, że do wigilijnej wieczerzy zasiadają w wolnej Polsce. Sprawiał to widok polskich mundurów, noszonych w okupowanym kraju jeszcze dwa miesiące po Wrześniu. 23. grudnia 1939 roku w leśniczówce Bielawy niedaleko Poświętnego miała miejsce Wigilia Oddziału Wydzielonego WP majora Hubala. 

Przed Wigilią
Na przełomie listopada i grudnia major Dobrzański wyjechał do Warszawy, by tam od Komendanta Głównego Służby Zwycięstwu Polski uzyskać aprobatę dla swojej działalności. W tym czasie Hubalczycy przenieśli się w lasy brudzewickie. Zastępujący Hubala kapitan Józef Grabiński (ps. "Pomian") zmienił nieco sposób funkcjonowania oddziału. W dzień, mimo niskich temperatur, żołnierze biwakowali w lesie, nocowali zaś w gajówkach.  Części z nich "Pomian" udzielił urlopów i tak na przykład, wbrew temu, co widzimy w filmie "Hubal", w Wigilii nie brał udziału plutonowy Józef Alicki. 

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Hubal w Warszawie

Ryszard Filipski jako mjr Dobrzański podczas spotkania
z gen. Karaszewiczem-Tokarzewskim.
Kadr z filmu "Hubal" (1973 r.),
zbiory Filmoteki Narodowej
W historii Oddziału Wydzielonego WP nie brak epizodów, które choć niewielkie, zdążyły już obrosnąć mitami. Przykładem może być tu, opisywane już na blogu,  starcie pod Wolą Chodkowską, czy wyjazd majora Dobrzańskiego do Warszawy, na rozmowy z komendantem głównym Służby Zwycięstwu Polski. Do spotkania z generałem Michałem Karaszewiczem-Tokarzewskim (ps. "Torwid") doszło 18 grudnia 1939 roku.  W literaturze przedmiotu wciąż pokutuje błędna i krzywdząca informacja, że Hubal do okupowanej stolicy pojechał w mundurze, budząc popłoch wśród konspiratorów i narażając na śmierć nie tylko siebie, ale też innych. Podobnego rodzaju brednie można również przeczytać w wydanej kilka lat temu powieści o Hubalu, która zamiast hołdem dla Majora stała się miejscami wręcz paszkwilem na niego. Dlatego w przededniu rocznicy tamtych wydarzeń warto przyjrzeć się, jak w rzeczywistości wyglądał wyjazd majora Dobrzańskiego do Warszawy. 

niedziela, 9 grudnia 2018

Dziadkowie Hubala

Henryk Hubal-Dobrzański (dziadek)
z żoną Leonią z hr. Potockich,
Drezno, 1864(?) r.
Zbiory Fundacji Rodzinnej Blochów
Henryk Michał Paweł Dobrzański, dziadek Hubala, to w rodzinie postać pod pewnym względem wyjątkowa. Jako jeden z nielicznych jej przedstawicieli nie związał się bowiem z armią, czego powodem były prawdopodobnie kłopoty ze zdrowiem. Nie oznacza to jednak, że jego życiorys nie był interesujący. 
Urodził się w Warszawie 25 stycznia 1830 roku jako najstarszy spośród sześciu synów pułkownika Łukasza Dobrzańskiego i Marii z Bergonzonich. W połowie lat czterdziestych rodzina przeniosła się do Krakowa, gdzie Henryk ukończył gimnazjum świętej Anny. W 1852 roku wrócił do Warszawy i tam włączył się w działalność teatru amatorskiego. Występował w sztukach, z których dochód przeznaczany był na cele dobroczynne, na przykład na rzecz Zakładu Starców i Kalek. Ale to nie jedyne związki Henryka ze sztuką. W 1872 roku, na prośbę Juliusza Malczewskiego, napisał list do swojego brata Piotra, by ten wstawił się u mistrza Jana Matejki za młodym, obiecującym malarzem, Jackiem Malczewskim.
Jak już było wspomniane, Henryk Dobrzański nie założył munduru jak jego bracia, lecz zajął się gospodarstwem i handlem. Jeszcze przed rokiem 1861 wszedł w posiadanie folwarku Świniary, był również członkiem Towarzystwa Rolniczego w Królestwie Polskim. W 1874, podczas Wystawy  Rolniczej w Warszawie prezentował pszenicę i jęczmień z własnych upraw, za które został wyróżniony nagrodą.  W tamtym czasie prowadził też w Świniarach ajencję sprzedaży żniwiarko-kosiarek.