Właściwie nie wiadomo, dlaczego major Dobrzański zdecydował się na tak długi postój w Szałasie Starym. Już pod Huciskiem zdawał sobie bowiem sprawę, że jego oddział jest otoczony i aby wydostać się z okrążenia będzie musiał podjąć próbę przebicia się. Wybrał w tym cel rejon lasów suchedniowskich, rozciągających się na wschód od wsi. Być może nie spodziewał się, że Niemcy tak szybko podejmą przeciwko niemu kolejne działania. Możliwe też, że pragnął dać żołnierzom czas na odpoczynek po zwycięskiej walce i wyczerpującym nocnym marszu.
Po spokojnej nocy, rankiem 1 kwietnia dało się słyszeć warkot motorów i pojazdów opancerzonych. Niedługo potem nad wsią pojawiły się samoloty patrolujące. O ósmej rano Hubal wysłał wachmistrza Romualda Rodziewicza „Romana” w stronę Odrowąża. Przywiózł on wiadomości o kolumnach wojska, widocznych na szosie Stąporków – Skarżysko-Kamienna. Miejscowa ludność informowała za to o niemieckiej koncentracji w położonym na północny-wschód Sorbinie, a także wyładunku wojska z zagnańskiej kolejki wąskotorowej, biegnącej w lesie na wschód od wsi. Ewentualne zagrożenie od południa rozpoznać miał z kolei ppor. Zygmunt Morawski „Bem” w towarzystwie dwóch ułanów, a na północ pomaszerował pieszy patrol kpr. Teofila Biegaja „Teo”. Przez łąki dotarliśmy do lasu, jak weszliśmy w las, natenczas leciał samolot, tak niziutko, że czubki drzew mu się nieraz o skrzydła obcierały – relacjonował po latach Januszowi Smolce ten ostatni. Piechurzy dotarli lasem do szosy, na której dostrzegli niemieckie pojazdy, i po krótkim zastanowieniu ostrzelali jeden z widocznych motocykli. Potem dowódca zarządził odwrót.















