Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OWWP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OWWP. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lutego 2021

„Jesteśmy otoczeni ze wszystkich stron" - Szałasy cz. 2

Właściwie nie wiadomo, dlaczego major Dobrzański zdecydował się na tak długi postój w Szałasie Starym. Już pod Huciskiem zdawał sobie bowiem sprawę, że jego oddział jest otoczony i aby wydostać się z okrążenia będzie musiał podjąć próbę przebicia się. Wybrał w tym cel rejon lasów suchedniowskich, rozciągających się na wschód od wsi. Być może nie spodziewał się, że Niemcy tak szybko podejmą przeciwko niemu kolejne działania. Możliwe też, że pragnął dać żołnierzom czas na odpoczynek po zwycięskiej walce i wyczerpującym nocnym marszu.

Po spokojnej nocy, rankiem 1 kwietnia dało się słyszeć warkot motorów i pojazdów opancerzonych. Niedługo potem nad wsią pojawiły się samoloty patrolujące. O ósmej rano Hubal wysłał wachmistrza Romualda Rodziewicza „Romana” w stronę Odrowąża. Przywiózł on wiadomości o kolumnach wojska, widocznych na szosie Stąporków – Skarżysko-Kamienna. Miejscowa ludność informowała za to o niemieckiej koncentracji w położonym na północny-wschód Sorbinie, a także wyładunku wojska z zagnańskiej kolejki wąskotorowej, biegnącej w lesie na wschód od wsi. Ewentualne zagrożenie od południa rozpoznać miał z kolei ppor. Zygmunt Morawski „Bem” w towarzystwie dwóch ułanów, a na północ pomaszerował pieszy patrol kpr. Teofila Biegaja „Teo”. Przez łąki dotarliśmy do lasu, jak weszliśmy w las, natenczas leciał samolot, tak niziutko, że czubki drzew mu się nieraz o skrzydła obcierały – relacjonował po latach Januszowi Smolce ten ostatni. Piechurzy dotarli lasem do szosy, na której dostrzegli niemieckie pojazdy, i po krótkim zastanowieniu ostrzelali jeden z widocznych motocykli. Potem dowódca zarządził odwrót. 

poniedziałek, 1 lutego 2021

Szałasy - zanim padły strzały

Walka pod Szałasami jest jednym z dwóch największych starć, jakie oddział Hubala stoczył z Niemcami. W wielu opracowaniach i artykułach znaleźć można informację, że była ona kolejnym spektakularnym triumfem, odniesionym nad znacznie liczniejszym przeciwnikiem. Ale czy rzeczywiście można tak nazwać próbę wyrwania się z okrążenia, zakończoną powodzeniem jedynie dla połowy oddziału?

 

Przemarsz na nowe kwatery

Po zwycięstwie odniesionym 30 marca pod Huciskiem, oddział musiał opuścić gościnną dotąd wieś. Wygrana z pewnością pozytywnie wpłynęła na nastroje, o czym świadczą słowa z dziennika oddziału, zapisane przez pchor. Henryka Ossowskiego „Dołęgę”: Pierwszy bój wygraliśmy na całej linii, mimo dziesięciokrotnie liczniejszego nieprzyjaciela. Duch panował świetny, a pluton kawalerii wykazał ogromną brawurę i odwagę. Niektórzy żołnierze zdawali sobie jednak sprawę, że to zaledwie początek rozprawy z Niemcami. Jednym z nich był dowódca drużyny w II plutonie piechoty, plut. Stanisław Mieczkowski. […] nie liczyliśmy się z tak wczesnym rozpoczęciem działań przez Niemców. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie coraz trudniej – przyznawał.

środa, 7 października 2020

Skąd Hubalczycy mieli broń?

W poprzednim wpisie pisałam nieco szerzej o tym, jaką bronią dysponował Oddział Wydzielony WP, a także ile jej dokładnie było. Nie jest tajemnicą, że była to formacja bardzo dobrze wyposażona, dysponująca znaczną siłą ognia. Dzisiaj z kolei chciałam odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób broń ta trafiła w ręce Hubalczyków, przy czym od razu warto zaznaczyć, że źródeł jej pochodzenia było przynajmniej kilka.

Jeszcze na początku zimy 1939 roku Major nie planował na razie rozbudowy swojego oddziału, dlatego też w tamtym okresie rzadko przyjmował ochotników. Nieliczne wyjątki robił dla tych, którzy zgłaszali się z własną bronią i mundurem, posiadając już przy tym pewne przeszkolenie wojskowe. Jedną z takich osób był plut. Stanisław Kmita (ps. „Twardy”) z Radzic, uczestnik obrony Warszawy, który zameldował się przywożąc na saniach rkm, 60 magazynków, kilka granatów i pistolet. 

wtorek, 25 sierpnia 2020

Broń w oddziale Hubala

Hubal
Fragment obrazu Zygfryda Szycha "Oddział majora Hubala
w Lasach Świętokrzyskich", reprodukcja na okładce
czasopisma "Koń Polski", nr 4/1979
    Pod wieczór zza gęstej drągowiny zagajnika wyłonił się patrol ułański w sile 1+2. Na  widok Polskiego Wojska stanęliśmy jak wryci. Trochę się różnili ci ułani od przedwojennego wzorca: nie mieli szabel, zamiast ułańskich płaszczy ubrani byli w krótkie kożuszki bez pokrycia i prócz karabinków przez plecy nosili przy pasach „Visy” w żółtych kaburach – wspominał swoje pierwsze zetknięcie z oddziałem Jan Zbigniew Wroniszewski. Nie jest tajemnicą, że podkomendni  majora Dobrzańskiego byli bardzo dobrze uzbrojeni i wyposażeni. Informacje o tym pojawiają się w wielu powojennych wspomnieniach i opracowaniach. Lecz co to właściwie dokładnie znaczy? Jakiego rodzaju bronią dysponowali Hubalczycy? Ile jej było? Jak wyglądało przygotowanie do użycia jej w walce? Na te pytania spróbuje odpowiedzieć dzisiejszy wpis.

poniedziałek, 30 marca 2020

Hucisko: zwycięstwo

    Kiedy od strony Skłobów umilkły strzały, a do oddziału nie powrócił ani patrol pchor.  „Barbarycza”, ani dwaj wysłani mu na pomoc kawalerzyści, stało się jasne, że Hubalczyków czeka otwarte starcie z Niemcami.
    Wobec tego major Dobrzański wydał wachm. Józefowi Alickiemu, pełniącemu tego dnia służbę oficera inspekcyjnego, rozkaz ogłoszenia alarmu w pododdziałach. Zarządził również ściągnięcie żołnierzy piechoty z wysuniętych placówek i zastąpienie ich ruchliwymi patrolami konnymi. Z meldunków tych ostatnich wynikało, że Niemcy nadciągają w kierunku Huciska od strony północno-wschodniej. Dlatego też I pluton plut. Antoniego Kisielewskiego (ps. „Kisiel”) zajął stanowiska na skraju wsi, właśnie od strony północno-wschodniej, natomiast dwie drużyny II plutonu plut. Antoniego Bilskiego obsadziły pozycje na skraju lasu, w odległości 700 m od Huciska, w kierunku wschodnim. Siły te liczyły łączenie około sześćdziesięciu żołnierzy, dysponujących bronią maszynową. Trzecia drużyna II plutonu, pluton gospodarczy oraz pluton kawalerii (łącznie około trzydziestu ludzi) stanowiły odwód. Przy Majorze byli również ksiądz kapelan Ludwik Mucha („Pyrka”) oraz uł. Marianna Cel („Tereska”).

poniedziałek, 23 marca 2020

Szpiedzy na tropie Hubala

Grób Jana Walasika na cmentarzu
w Chlewiskach.
W połowie marca 1940 roku oddział Hubala opuścił Gałki i przeniósł się do Huciska. Żołnierze wspominali ten czas jako spokojny, lecz jednocześnie podszyty pewnym nerwowym napięciem - cisza przed nadchodzącą burzą. Jedną z oznak, że Niemcy zbierają informacje na temat polskiego wojska i szykują się do podjęcia bardziej zdecydowanych kroków, było pojawienie się szpiegów. Ich zadaniem było ustalenie aktualnego miejsca pobytu oddziału, a także nazwisk osób, które sprzyjają Hubalczykom. 
Trzydziestotrzyletni Jan Walasik z Chlewisk oraz pięć lat młodszy Tadeusz Gruszczyński z Rzucowa zjawili się w Skłobach, w gospodzie Juliana Pindy. Grozili, że jeśli nie zdradzi im miejsca postoju "bandytów Hubala", zostanie przez nich zastrzelony. O całym zajściu mieszkańcy wsi szybko zawiadomili Majora, który na miejsce wysłał patrol pod dowództwem sierżanta (Stanisława?) Dobrowolskiego.

niedziela, 22 marca 2020

Huciska: Pierwsze strzały

Hucisko
Ruchy patroli Hubalczyków 30 III 1940 r.,
przed rozpoczęciem walki pod Huciskami
    Walka pod Huciskami, największe starcie, jakie oddział Hubala stoczył z Niemcami, rozpoczęła się 30 marca 1940 roku, około godziny 9.30. Do pierwszej wymiany ognia doszło jednak znacznie wcześniej, bo już koło pierwszej w nocy tego samego dnia.
    Wobec napływających meldunków o narastającej koncentracji sił przeciwnika, major Dobrzański wzmocnił ubezpieczenia i przesunął do przodu część placówek. Kontynuował przy tym wysyłanie w teren licznych patroli.
    Jednym z nich dowodził kpr. Teofil Biegaj („Teo”), dowódca drużyny piechoty w II plutonie plut. pchor. Antoniego Bilskiego. Towarzyszyło mu wówczas prawdopodobnie ośmiu żołnierzy. Patrol pieszo doszedł do Stefankowa, skąd wziął furmankę. Bocznymi drogami, koło Woli Zagrodnej, żołnierze skierowali się do Chlewisk. Tam uzyskali informację, że miasto zajęte jest przez liczne siły niemieckie. W czasie drogi powrotnej Hubalczycy usłyszeli za sobą warkot silników. Dowódca patrolu zdecydował się przygotować zasadzkę i ostrzelać niemieckie pojazdy. Żołnierzom przydzielił stanowiska na wysokości mostku, na pierwszym zakręcie na wyjeździe z Chlewisk.  Motor leci, ale widać za nim, że jeszcze inny samochód, bo motor ma jedno światło, samochód ma dwa – relacjonował po wojnie kapral Biegaj. –  Granaty odbezpieczyłem. Przyszykowali my się. [...] I pociągnęliśmy po tym motorze. Światło zgasło. Przestał warczeć. Podleciałem później bliżej tam, widzę, że […] jeden leży, drugi jeszcze się rusza. Wziąłem jeszcze strzeliłem, rzuciłem granat. Ten samochód się wziął i wstrzymał trochę, ale później przyjechał bliżej. [...] No i obrzucili my ten samochód granatami. Później wycofujemy się. W czasie wymiany ognia został ranny sam Biegaj, poza tym nikt z Polaków nie ucierpiał. Żołnierze powrócili do wsi nad ranem, kiedy już zaczynało widnieć.

niedziela, 15 marca 2020

Huciska: Przed walką

Kad z filmu "Hubal" (1973 r.)
Zbiory Filmoteki Narodowej

    W nocy z 14 na 15 marca, po częściowej demobilizacji w Gałkach, oddział Hubala przeniósł się na kwatery do Huciska. Właściwie do Hucisk, gdyż był to zespół dwóch wsi, Huciska Borkowickiego i Huciska Chlewiskiego, rozdzielonych rzeczką. […] zajechało pod mój dom trzech ułanów, w mundurach, na czapkach widniały orzełki – wspominała Helena Duda, wówczas mała dziewczynka. – Zapytali gdzie mieszka Walenty Andruszkiewicz [...]. Po upływie dwóch godzin przyszedł cały oddział. Najpierw na miejscu zjawił się major z kawalerią, później dołączyła piechota i tabor, powierzone ppor. Markowi Szymańskiemu „Sępowi”. Po drodze ukryto broń, którą pozostawili żołnierze opuszczający oddział.
    Hubalczycy zatrzymali się w Hucisku Chlewiskim. Major zamieszkał w chałupie Marianny Koselskiej, którą wskazał mu Walenty Andruszkiewicz. Razem z nim kwaterowało siedmiu żołnierzy, w tym m.in. Marianna Cel „Tereska”, ksiądz kapelan Ludwik Mucha, plut. Romuald Rodziewicz „Roman”, pchor. Józef Świda „Lech” i plut. Wiktor Maruszewski. Dowódca miał ze sobą radio głośnikowe na baterie, którego antenę należało umieścić na pobliskim słupie. Mimo kilku prób, nikomu nie udało wdrapać się na śliski słup i dopiero „Tereska” zdołała na niego wejść. Obserwujący scenę przez okno Major śmiał się i powiedział: Popatrzcie, chłopaki nie mogli na słup się wdrapać, a ta czort-dziewczyna wlazła i założyła!

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Opowieść o Józefie Kośce

Miejsce, gdzie 29 IV 1940 r. zginął ułan Józef Kośka.
Nie ma nic prostszego niż znaleźć grób na wiejskim cmentarzu. Wystarczy znać imię i nazwisko zmarłego i może jeszcze datę zgonu. Tak mi się przynajmniej wydawało, kiedy pewnego sierpniowego dnia dotarłam z koleżanką na niewielki cmentarz w Poświętnem. Chciałam odnaleźć grób Józefa Kośki, ostatniego ochotnika przyjętego do oddziału majora Hubala. Mimo że nie dokonał żadnego wielkiego czynu bojowego, a jego służba w oddziale trwała zaledwie tydzień, mam do tej postaci szczególny sentyment. Szybko jednak okazało się, że odnalezienie jego mogiły wcale nie będzie takie łatwe.
Niewiele pomogły nam nieduże rozmiary cmentarzyka, bo nazwisko Kośka co i rusz pojawiało się na nagrobkach. Kośka Andrzej, Kośka Antoni, Kośka Jan... Na niektórych napisy były wytarte i zupełnie nieczytelne. Nie wiedząc, w której części powinnyśmy szukać, musiałyśmy się rozdzielić. Szłam pochylając się nad kolejnymi tablicami. Kilkakrotnie wstrzymałam oddech, kiedy wzrok zatrzymywał się na nazwisku Józefa Kośki. Za każdym razem jednak data śmierci wskazywała, że nie o tę osobę mi chodzi. Kiedy w końcu obeszłam swoją część cmentarza i z naprzeciwka dostrzegłam idącą ku mnie Annę, wiedziałam już, że nam się nie udało.

środa, 13 marca 2019

Ostatni patrol Kazimierza Kubackiego

Kazimierz Kubacki.
Zbiory Jana Zaborowskiego
13 marca 1940 r. to w historii Oddziału Wydzielonego dzień szczególnie smutny. Właśnie wtedy do Gałek przybył wysłannik łódzkiej ZWZ, pułkownik Leopold Okulicki, przywożąc polecenie rozwiązania oddziału. Więcej na ten temat pisałam już rok temu, w tym artykule
Ale tego samego dnia zdarzył się też inny, tragiczny wypadek, w wyniku którego śmierć poniósł strzelec Kazimierz Kubacki. W rocznicę tego wydarzenia chciałam krótko przypomnieć tę postać.

*
Właściwie niewiele o nim wiadomo. Według ustaleń Jana Zaborowskiego, urodził się 31 sierpnia 1917 roku w Wolborzu w dzisiejszym województwie piotrkowskim, jako syn Władysława i Józefy. 
Do oddziału dołączył w styczniu 1940 roku i służył w III plutonie w kompanii piechoty dowodzonej przez por. Antoniego Kubisiaka (ps. "Leszczyna").
Pierwsza połowa marca przyniosła Hubalczykom wiadomości o gęstniejącym dookoła zagrożeniu. Niemcy ściągali do pobliskich miejscowości kolejne jednostki, o czym donosiła miejscowa ludność. Nad Gałkami, gdzie żołnierze kwaterowali i ćwiczyli, od czasu do czasu przelatywały samoloty rozpoznawcze.  Musieliśmy zakopywać się doszczętnie w śniegu - wspominał Józef Badura ("Błażej"), również służący w III plutonie. Major nakazał wzmocnienie ubezpieczeń.

niedziela, 17 lutego 2019

Virtuti księdza Muchy

Ksiądz Ludwik Mucha "Pyrka" (w pierwszym rzędzie pierwszy z lewej)
wśród Hubalczyków.
16 lutego 1962 roku w Starych Drzewcach koło Wschowy zmarł ksiądz ppłk mgr Ludwik Mucha "Pyrka", pierwszy kapelan Oddziału Wydzielonego WP majora Hubala. Należał do tych osób, których literacka fantazja Melchiora Wańkowicza skrzywdziła najbardziej. W swoich "Hubalczykach" pisarz przedstawił go jako tchórzliwego ciamajdę, w dodatku nie stroniącego od kieliszka. Tymczasem ksiądz Mucha w ciągu całej okupacji zapisał piękną kartę, wpierając nie tylko żołnierzy Hubala, ale również partyzantów  z oddziałów Armii Krajowej, wykazując się przy tym niebanalną odwagą cywilną. Wypadająca wczoraj rocznica jego śmierci to dobra okazja, by przypomnieć losy tego bohatera. 

niedziela, 20 stycznia 2019

Bohater tamtego września

Dziś rano słuchacze Radia Kielce usłyszeć mogli kilkunastominutową audycję poświęconą majorowi Dobrzańskiemu-Hubalowi. Program został nadany w ramach cyklu "Bohaterowie tamtego września", a jego współautorem jest dr Marek Jedynak z Delegatury IPN w Kielcach. 
Nagrania można wysłuchać tutaj.

Niewątpliwym atutem audycji jest wykorzystanie relacji mniej znanych szerszemu gronu odbiorców. Szczególnie cenne pod tym względem są wspomnienia kpt. Bronisława Lubienieckiego, który Majora zapamiętał jako wesołą, inteligentną osobę, w dodatku z zacięciem społecznikowskim. Cieszę się również, że autorzy sięgnęli po relację ppor. Witolda Krasickiego, dzięki której wiadomo, jak naprawdę przebiegało rozwiązanie 110. rezerwowego pułku ułanów pod koniec września '39. Wynika z tego, że twórcy przygotowali się do nagrania.
Szkoda natomiast, że w audycji nie padło ani jedno słowo o Okręgu Bojowym Kielce. Przystąpienie do tworzenia siatki konspiracyjnej było jedną z pierwszych czynności, jakimi zajął się Hubal po podjęciu decyzji o pozostaniu w kraju. Zorganizowanie zaplecza zbrojnego było dla niego znacznie ważniejsze niż prowadzenie bieżącej walki zbrojnej. Z tym czekał do alianckiej ofensywy i starał się do niej przygotować. Tymczasem w audycji pada zdanie o "prowadzeniu kilkumiesięcznych zmagań z oddziałami okupacyjnymi". Jak wielokrotnie podkreślałam na blogu, Hubal unikał starć z Niemcami, a w całej historii Oddziału Wydzielonego WP możemy zanotować niemal pięciomiesięczny okres (listopad '39 - marzec '40), w którym nie doszło do żadnej walki z okupantem! Słuchając "Bohaterów..." można więc odnieść błędne wrażenie, że Hubal nieustannie walczył z Niemcami, co ściągało na polskie wsie koszmar pacyfikacji. To jednak dość krzywdzące dla Hubala uproszczenie.

niedziela, 23 grudnia 2018

Wigilia Hubalczyków

To musiała być strasznie smutna Wigilia. Pierwsza okupacyjna...  W wielu domach miejsce przy stole miało już zawsze pozostać puste. Byli jednak tacy, którzy chociaż przez chwilę mogli mieć wrażenie, że do wigilijnej wieczerzy zasiadają w wolnej Polsce. Sprawiał to widok polskich mundurów, noszonych w okupowanym kraju jeszcze dwa miesiące po Wrześniu. 23 grudnia 1939 roku w leśniczówce Bielawy niedaleko Poświętnego miała miejsce Wigilia Oddziału Wydzielonego WP majora Hubala. 

Przed Wigilią
Na przełomie listopada i grudnia major Dobrzański wyjechał do Warszawy, by tam od Komendanta Głównego Służby Zwycięstwu Polski uzyskać aprobatę dla swojej działalności. W tym czasie Hubalczycy przenieśli się w lasy brudzewickie. Zastępujący Hubala kapitan Józef Grabiński (ps. "Pomian") zmienił nieco sposób funkcjonowania oddziału. W dzień, mimo niskich temperatur, żołnierze biwakowali w lesie, nocowali zaś w gajówkach.  Części z nich "Pomian" udzielił urlopów i tak na przykład, wbrew temu, co widzimy w filmie "Hubal", w Wigilii nie brał udziału plutonowy Józef Alicki. 

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Hubal w Warszawie

Ryszard Filipski jako mjr Dobrzański podczas spotkania
z gen. Karaszewiczem-Tokarzewskim.
Kadr z filmu "Hubal" (1973 r.),
zbiory Filmoteki Narodowej
W historii Oddziału Wydzielonego WP nie brak epizodów, które choć niewielkie, zdążyły już obrosnąć mitami. Przykładem może być tu, opisywane już na blogu,  starcie pod Wolą Chodkowską, czy wyjazd majora Dobrzańskiego do Warszawy, na rozmowy z dowódcą głównym Służby Zwycięstwu Polski. Do spotkania z generałem Michałem Karaszewiczem-Tokarzewskim (ps. "Torwid") doszło 18 grudnia 1939 roku.  W literaturze przedmiotu wciąż pokutuje błędna i krzywdząca informacja, że Hubal do okupowanej stolicy pojechał w mundurze, budząc popłoch wśród konspiratorów i narażając na śmierć nie tylko siebie, ale też innych. Podobnego rodzaju brednie można również przeczytać w wydanej kilka lat temu powieści o Hubalu, która zamiast hołdem dla Majora stała się miejscami wręcz paszkwilem na niego. Dlatego w przededniu rocznicy tamtych wydarzeń warto przyjrzeć się, jak w rzeczywistości wyglądał wyjazd majora Dobrzańskiego do Warszawy. 

poniedziałek, 5 listopada 2018

Ostatnia walka w 1939 roku

"Tereska" odnajduje ułanów i przywozi dokumenty uratowane
z Cisownika. Kadr z filmu "Hubal".
Zbiory Filmoteki Narodowej
Krótka, ale gwałtowna wymiana ognia w Cisowniku to ostatnie starcie Hubalczyków z Niemcami w 1939 roku. (Do następnej znaczącej walki ułanów z okupantem doszło dopiero za pięć miesięcy, 30 marca 1940 roku pod Huciskiem). W przeciwieństwie do potyczki pod Wolą Chodkowską, nie przyniosło Polakom zwycięstwa. Mimo że nikt nie zginął, oddział bardzo boleśnie odczuł utratę niemal wszystkich koni. W rocznicę tego wydarzenia przyjrzyjmy się, jak do niego doszło. 

Walka - ale kiedy?
Napisałam "w rocznicę", choć dotąd w historiografii przyjęło się uważać, że była to środa, 1 listopada 1939 roku. Niektórzy badacze są skłonni przesunąć datę na 2 listopada, ufając w tej kwestii Józefowi Alickiemu i jego obszernym wspomnieniom. Jednak po uważnej analizie źródeł myślę, że właściwym byłoby przyjąć za datę walki w Cisowniku niedzielę, to jest dopiero 5 listopada. Przemawiają za tym trzy źródła: relacja gajowego Jana Barana, notatki sporządzone przez Marka Szymańskiego oraz pamiętnik Zygmunta Sosnowskiego, mieszkańca wsi. 

piątek, 26 października 2018

Jak Hubal budował konspirację?

26 października 1939 r., podczas postoju w gajówce Zychy, major Dobrzański wydał pierwszy dokument powołujący do życia Okręg Bojowy Kielce. Ta podziemna organizacja wojskowa miała skupiać i szkolić ochotników do wystąpienia na tyłach niemieckich podczas spodziewanej ofensywy aliantów.
Dokonania Hubala na polu tworzenia konspiracji są wciąż jeszcze mało znane i rozpowszechnione. Dlatego jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na ten temat, gorąco zachęcam do lektury mojego artykułu, który jakiś czas temu ukazał się w serwisie Historykon.pl: Jak Hubal budował konspirację.

Fot. Zbiory Archiwum Państwowego w Kielcach.

wtorek, 23 października 2018

Jeszcze o Woli Chodkowskiej

Nie jest dobrze, jeśli autorzy opisujący wydarzenia historyczne posługują się fikcją literacką, dobrą na pewno w powieściach, ale nie w reportażach historycznych.

"Kierunki" nr 16 z dn. 02.09.1956, w których ukazały się
fragmenty "Hubalczyków" Wańkowicza
To zdanie Antoniego Lipca, inicjatora budowy pomnika walki pod Wolą Chodkowską, wynotowałam sobie specjalnie z myślą o dzisiejszym wpisie. Bardzo dobrze pasuje ono bowiem do tego, jak z czasem zafałszowany został obraz tej niewielkiej potyczki.  Opisana piórem Melchiora Wańkowicza urosła do rangi wielkiej bitwy, w które trup niemiecki ściele się gęsto, a sam major Dobrzański zostaje nawet mordercą bezbronnych jeńców. O tym, jak wyglądała naprawdę walka pod Wolą Chodkowską, możecie przeczytać w osobnym wpisie, teraz natomiast chciałabym wyjaśnić, skąd błędne postrzeganie jej przebiegu.
Nie jest tajemnicą, że pisząc swoich "Hubalczyków" Wańkowicz inspirację czerpał z nowelki Macieja Kalenkiewicza o tym samym tytule (więcej na ten temat pisałam w artykule "Hubalczycy" i plagiat Wańkowicza ). To właśnie od Kalenkiewicza pisarz wziął liczbę samochodów (siedem), spalenie żywcem w zamkniętych samochodach części żołnierzy niemieckich  oraz rozstrzelanie przez Majora ośmiu pozostałych przy życiu. Być może Wańkowicz uznał, że skoro Kalenkiewicz był Hubalczykiem, to jego dzieło można uznać za wiarygodną relację, wiernie oddającą przebieg wydarzeń. W rzeczywistości jednak jest to bardziej utwór literacki, luźno tylko inspirowany przeżyciami "Kotwicza" w Oddziale. A opisana przez niego walka nigdy nie miała miejsca.

piątek, 19 października 2018

Bitwa czy potyczka? Walka pod Wolą Chodkowską

Wola Chodkowska. Miejsce walki.
Fot. J. Lombarski
Dziwno było, jak sie oni utrzymali
Rankiem 1 X 1939 r. oddział majora Dobrzańskiego stanął na lewym brzegu Wisły (więcej na temat przeprawy znajdziecie w poprzednim wpisie). Około godziny szóstej lub siódmej rano kawalerzyści pojawili się w Kłodzie. Na miejsce postoju wybrali ostatnią chałupę we wsi, należącą do Wincentego Jaworskiego. Według gospodarza, było ich wówczas około  trzydziestu, prowadzili też dwa wozy taborowe.
Ułani zostali na podwórku, oporządzali konie i jedli śniadanie. Oficer, w którym możemy domyślać się samego majora Dobrzańskiego, wszedł do chałupy, gdzie rozmawiał z Jaworskim. Wypytywał, czy w okolicy nie pojawiły się już oddziały partyzanckie i czy Niemcy często zaglądają w te strony (większe siły niemieckie stacjonowały w miejscowości Brzóza, oddalonej o czternaście kilometrów). Kawalerzyści przebywali w Kłodzie dwie godziny.  Jaworski dał im siano i ciepłą bieliznę, a potem poprowadził ich do położonego na południowy zachód Chodkowa.
[...]  zobaczyłem przez okno mego mieszkania, stojącego przy drodze, jak przez wieś jechał na koniach od wsi Kłody oddział kawalerii Wojska Polskiego w pełnym oporządzeniu, umundurowaniu i uzbrojeniu.  [...] zatrzymali się na drugim końcu wsi.  - wspominał Jan Czerwiński w rozmowie z Antonim Lipcem. Żołnierze zakwaterowali się w zagrodzie Władysława Tokarskiego i gajówce Franciszka i Antoniego Strzelczyków. Na czas ich pobytu mieszkańcom nie wolno było poruszać się swobodnie po wsi, każdy musiał pozostać tam, gdzie przebywał. Dziwno było, jak się oni utrzymali - powiedział Markowi Szymańskiemu Józef Piwowarczyk.
Kawalerzyści pozostali w Chodkowie cztery godziny. Możliwe, że major planował tu dłuższy postój, jednak coś pokrzyżowało jego zamiary. 

środa, 10 października 2018

Na drugi brzeg Wisły

Miejsce przeprawy oddziału majora Dobrzańskiego
na mapie Wojskowego Instytutu Geograficznego (1937 r.).

Wola Chodkowska, niewielka wieś położona w obecnym powiecie kozienickim, niemal osiemdziesiąt lat temu była świadkiem pierwszej potyczki oddziału majora Dobrzańskiego. Starcie to, chociaż nie miało wielkiego znaczenia dla historii Hubalczyków, bardzo szybko obrosło mitami. Wyolbrzymiano jego wielkość, siły przeciwnika, a samemu Majorowi z dziwną beztroską przypisywano morderstwo jeńców wojennych. Ten fałszywy obraz, powtarzany w kolejnych opracowaniach, został oparty na literackiej fikcji, a mimo to utrwalił się szczególnie mocno.
Dlatego uważam, że walka pod Wolą Chodkowską zasługuje na osobny, wyczerpujący artykuł. Z początku miał to być jeden, obszerny wpis, jednak zakres materiału pozwolił na podzielenie go na trzy części. W pierwszej opisałam przeprawę przez Wisłę, jaka bezpośrednio poprzedziła samo starcie. Znalazły się tu dotąd nieznane szczegóły, choćby na temat miejsca lądowania ułanów po drugiej stronie rzeki. W drugiej części przedstawię przebieg potyczki, a wreszcie w trzeciej - wyjaśnię, skąd te wszystkie niedomówienia i błędne informacje na jej temat.

wtorek, 18 września 2018

Przyjaciel, ojciec... - Hubal jako dowódca

Podobno nie ma większej formy uznania dla dowódcy niż nazwanie go ojcem przez żołnierzy. Kiedy major Dobrzański zginął, jego podkomendni wydali specjalny komunikat.  Czytamy w nim: Zginął człowiek, który swej przysięgi żołnierskiej nie złamał, honoru polskiego żołnierza nie splamił. Zostaliśmy my, tracąc w Nim przyjaciela, ojca, a przede wszystkim w całym tego słowa znaczeniu dowódcę. W podobny sposób nazwał Hubala ppor. Z. Morawski "Bem" w liście do kpt. Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza": My z Markiem [Szymańskim, ps. "Sęp"] byliśmy za młodzi na to, żebyśmy mogli służyć Panu Majorowi naszemu Dowódcy i Ojcu jakimikolwiek radami.
Hubalczycy poznali swojego dowódcę w specyficznych okolicznościach. Działania w warunkach wojennych z pewnością skracają dystans między przełożonym i podwładnymi. Jednak major Dobrzański potrafił zyskać sobie zaufanie i szacunek żołnierzy jeszcze przed wojną, właściwie niemal od początku swojej służby na stanowiskach dowódczych. Co o tym zadecydowało?