Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hippika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hippika. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 stycznia 2022

Major Hubal i wyścigi konne

Henryk Dobrzański szeroko znany jest dziś przede wszystkim jako legendarny major Hubal. Przed wojną jednak jego nazwisko rozsławiły jeździeckie sukcesy, odnoszone na krajowych, ale także europejskich hipodromach. Do najgłośniejszych należało niewątpliwie zdobycie specjalnej, pozaregulaminowej nagrody – złotej papierośnicy za najlepszy indywidualny wynik (dwukrotny bezbłędny przejazd) w trakcie zawodów o puchar księcia Walii w czasie londyńskiego Horse Show w czerwcu 1925 r. Z punktu widzenia historii polskiego jeździectwa ważniejszym wydaje się jednak występ na międzynarodowych wojskowych konkursach hippicznych w Nicei dwa miesiące wcześniej. Zespół, w skład którego wszedł także Dobrzański, wywalczył wówczas po raz pierwszy drużynowe trofeum – Puchar Narodów.

Zarówno te, jak i inne imponujące osiągnięcia spowodowały, że Dobrzański kojarzony jest przede wszystkim ze sportem hippicznym. Mało kto jednak wie, że Hubal równie dobrze, a może nawet jeszcze lepiej, odnajdował się na torze wyścigowym.


Major Dobrzański na wałachu „Nic ci d tego” po zwycięskiej gonitwie w czasie zimowych wyścigów konnych w Zakopanem, 15 luty 1933 r. Zdjęcie: NAC.



Jeździecka pasja Majora zaczęła się wcześnie, jeszcze w dzieciństwie, lecz dopiero zakończenie walk o niepodległość i granice Polski oraz decyzja pozostania w wojsku umożliwiły mu pełne oddanie się ukochanemu sportowi. W latach 1921-1924 konsekwentnie budował swoje sportowe portfolio, uczestnicząc w zawodach regionalnych w Bielsku, Nowej Wsi, Piotrkowie, Krzeszowicach i Lwowie. Wystartował wówczas w blisko 40 konkurencjach, wśród których aż 28 było gonitwami na torze lub biegami w terenie, a tylko 11 konkursami hippicznymi.

piątek, 10 sierpnia 2018

"Nic ci do tego!" - czyli kolejny mit o Hubalu

Major Dobrzański i "Nic ci do tego" w czasie Zimowych Wyścigów Konnych,
Zakopane, styczeń 1933 r.
Zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego.
A po służbie - jak w Rzeszowie - biegi myśliwskie, wyścigi, polowania. Jeździ na ogromnym, "twardym w pysku" koniu, z którym tylko on potrafi sobie poradzić. Nadał mu dziwaczne, szokujące imię: Nic ci do tego. Czyżby w ten sposób chciał major wyrazić swój protest przeciw osaczającemu go życiu, swoje rozgoryczenie?
Nie bez powodu wpis ten rozpoczynam cytatem z książki  Mirosława Dereckiego pt.  "Tropem majora Hubala".  Tych kilka słów stanowi świetną ilustrację, jak łatwo wokół postaci majora Dobrzańskiego zbudować kolejne mity i podpierać nimi szkodliwe dla niego teorie. Niecodzienne imię konia traktuje bowiem dziennikarz jako dowód na bunt Hubala wobec przełożonych i własnej sytuacji zawodowej, świadectwo jego frustracji i rozgoryczenia. O tym, że życie zawodowe Dobrzańskiego w latach trzydziestych nie było wcale "pasmem klęsk i upokorzeń" na pewno jeszcze będzie mowa w osobnym artykule. Teraz zaś głównym bohaterem uczyńmy samego "Nica", wokół którego narosło tyle nieporozumień.

wtorek, 26 czerwca 2018

Złota papierośnica dla Hubala

Polska drużyna na konkursach w Londynie.
Od lewej: rtm. A. Królikiewicz, rtm. Z. Dziadulski, ppłk K. Rómmel,
rtm. H. Dobrzański i por. K. Szosland.
(Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)


22 czerwca 1897 roku na świat przyszedł Henryk Dobrzański, późniejszy major Hubal. Dokładnie dwadzieścia osiem lat później miał okazję wyjechać po raz pierwszy na arenę londyńskiej hali "Olympia", by tam reprezentować polskie barwy podczas międzynarodowych konkursów hippicznych.  To właśnie na oczach angielskiej publiczności rotmistrz Dobrzański odniósł jeden ze swoich najbardziej spektakularnych sukcesów jeździeckich, z którego był dumny jeszcze wiele lat później. 
Londyński "Horse Show" to właściwie jedno wielkie święto konia. Pod szklanym dachem pałacu sportowego "Olympia" codziennie zobaczyć można setki zwierząt - od małych kuców aż do potężnych koni pociągowych, zdolnych ciągnąć masywne platformy z piwem. Wystawy i pokazy trwają od rana do późnej nocy, a międzynarodowe wojskowe konkursy skoków przez przeszkody to zaledwie jeden z wielu punktów bogatego programu. Co roku pojawiają się na nich najlepsi umundurowani sportowcy europejscy, a tradycja rywalizowania o puchar króla Jerzego i inne pomniejsze nagrody sięga jeszcze czasów sprzed Wielkiej Wojny. Dzięki sukcesom odniesionym dotąd na hipodromach Francji, Szwajcarii i Włoch zaproszenie do Londynu otrzymali również polscy kawalerzyści.

środa, 14 lutego 2018

Miłość pod słońcem Nicei

Henryk Dobrzański w towarzystwie sióstr Adeli i Marii Łubieńskich.
Mińsk Mazowiecki, lato 1917 r.

Sierpień, połowa lat siedemdziesiątych. Krystyna Zgorzelska Zonnowa spędza urlop w zaniedbanym dworku, który władza ludowa przekształciła w ośrodek wczasowy. Wśród gości jest również starsza pani o surowym wyrazie twarzy i śladach dawnej urody. Dotąd trzymająca dystans, pewnego dnia nieznajoma opowiada Zgorzelskiej historię wielkiego uczucia. Miłości, którą obdarzyła Henryka Dobrzańskiego. 
Autorka artykułu nie podaje, kim był starsza pani i trzeba nieco trudu, żeby ustalić jej nazwisko. Maria Magdalena hr. Łubieńska, kuzynka Hubala. Nie wiadomo, kiedy spotkali się po raz pierwszy. Prawdopodobnie było to jeszcze w czasie I wojny światowej, o czym świadczy zachowana fotografia. Dobrzański odwiedzał pałac Łubieńskich w Mińsku Mazowieckim w lecie 1917 roku, kiedy jego pułk stacjonował w okolicy. Na zdjęciu pozuje uśmiechnięty, z rakietą i koszykiem piłek tenisowych w ręku. Średniego wzrostu, o jasnych włosach i niebieskich oczach, przystojny dwudziestolatek w legionowym mundurze musiał wzbudzać zainteresowanie płci przeciwnej. Towarzyszą mu dwie młode kobiety, ubrane jeszcze według sztywnych reguł przemijającej właśnie epoki. Jasne bluzki z długim rękawem i spódnice sięgające kostek stanowiły raczej mało praktyczny strój do tenisa. A jednak jedna z pań również trzyma w ręku rakietę. To starsza z sióstr, Adela, rówieśniczka Henryka. Maria jest młodsza, urodziła się 21 lipca 1901 roku, i to ona zakocha się w Dobrzańskim. Prawdziwą, wielką miłością, taką na całe życie.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Od Nicei do Nowego Yorku - polskie zwycięstwa na hipodromach świata

Zdobywcy Pucharu Narodów. Od lewej: ppłk K. Rómmel, rtm. H. Dobrzański,
rtm. A. Królikiewicz, por. K. Szosland.
Z pucharem stoi płk W. Anders, szef ekipy. Nicea, 1925 r.
Tytuł wpisu zapożyczyłam z książki Adama Królikiewicza "Od Nicei do Nowego Yorku. Sukcesy polskich jeźdźców na międzynarodowych konkursach hippicznych w latach 1923-1926". Tak jak dziś możemy być dumni ze sportowych sukcesów Anity Włodarczyk, Justyny Kowalczyk czy naszych skoczków narciarskich, tak przed wojną gazety z uznaniem rozpisywały się o dokonaniach polskich jeźdźców, nie tylko zresztą w wymienionych tu latach, ale właściwie przez cały okres międzywojnia. Mimo braku odpowiednich, rasowych koni, w niczym nie ustępowali oni najlepszym zawodnikom europejskim. Ba, niejednokrotnie sprzątali im sprzed nosa najcenniejsze trofea indywidualne i drużynowe.

niedziela, 2 kwietnia 2017

"Qui Vive", który czesał przeszkody

"Qui Vive" (na pierwszym planie) i "Powder Puff" - dwa
utytułowane skoczki polskiej reprezentacji.
Ten piękny koński portret udało mi się znaleźć przedwczoraj w jednym z kwietniowych numerów "Przeglądu Sportowego" z 1929 roku. Widoczny na pierwszym planie "Qui Vive" był współautorem wielu sportowych sukcesów rotmistrza Dobrzańskiego.  I nie tylko zresztą jego. Częste zmiany jeźdźca z pewnością uniemożliwiły mu wykorzystanie w pełni swojego sportowego talentu. Nie zmienia to jednak faktu, że w latach dwudziestych ubiegłego wieku dzielnie reprezentował polskie barwy na hipodromach Nicei, Rzymu, Neapolu, Mediolanu, Lucerny i Londynu. 
Przedwojenne relacje sportowe mają to do siebie, że wiele mówią nam o jeźdźcach, ale znacznie mniej o ich czworonożnych towarzyszach. Żmudnie trzeba składać całość ze strzępków informacji rozsianych po różnych artykułach. Spróbujmy jednak nakreślić coś na kształt sportowego życiorysu bohatera dzisiejszego wpisu.

sobota, 8 października 2016

Międzynarodowe Konkursy Hippiczne w Rzymie

 Okładka regulaminu rzymskich konkursów hippicznych.
Pociąg ciężko wtoczył się na stację. Luzacy zaczęli wyprowadzać konie z wagonów. Stukot kopyt na deskach krzyżował się w powietrzu z różnymi komendami. Słyszało się okrzyki francuskie, niemieckie, hiszpańskie, portugalskie i oczywiście włoskie. Był koniec kwietnia 1926 r.  Do Rzymu przybył właśnie z Nicei transport koni, mających wziąć udział w międzynarodowych konkursach hippicznych. Wśród zaproszonych zawodników znaleźli się również jeźdźcy polscy, cieszący się już wówczas opinią groźnych konkurentów. 
Nie był to pierwszy raz, kiedy przyszło im występować przed publicznością włoską. W 1923 r. do Wiecznego Miasta zawitała polska reprezentacja w składzie: płk S. Zahorski, mjr K. Rómmel i por. A. Królikiewicz. Rywalizując w ośmiu konkurencjach zdobyli jedną pierwszą, trzy drugie, trzy trzecie oraz jedenaście dalszych nagród, wliczając w to drugie miejsce w drużynowym konkursie o Puchar Narodów. Tym samym zdobyli sobie renomę znakomitych jeźdźców, choć był to dopiero drugi występ polskiej ekipy na zawodach zagranicznych (poprzedziły je konkursy w Nicei, w kwietniu tego roku). 
O ile jednak wówczas konkursy odbyły się na hipodromie Piazza di Siena, tak teraz organizatorzy przenieśli je na tor Villa Gloria. Na co dzień odbywały się tam wyścigi kłusaków, a grunt był zupełnie nieprzygotowany do konkursów hippicznych. Twarde podłoże z wierzchu posypane było żwirem, który usuwał się spod kopyt przy lądowaniu po skoku. Było to bardzo męczące dla końskich łopatek.