niedziela, 5 stycznia 2020

Józef Walicki ps. "Walbach"

Józef Walicki "Walbach" w barwach 17. pułku ułanów wielkopolskich
Por. Józef Walicki "Walbach"
w barwach 17. pułku ułanów wielkopolskich.
Zbiory Andrzeja Dyszyńskiego
Józef Walicki (Walbach) – w oddziale dowódca szwadronu kawalerii

Urodził się 27 maja 1903 roku w majątku Przecznia (ob. powiat bełchatowski) w rodzinie Michała i Zofii z domu Łuczyckiej. Niestety, wybudowany w XIX wieku dwór nie zachował się i dziś świadkiem lat dziecinnych Walickiego może być jedynie wpisany do rejestru zabytków park dworski oraz niektóre budynki folwarczne.
Niewiele wiadomo o dzieciństwie i wczesnej młodości przyszłego rotmistrza „Walbacha”. Z pewnością uczęszczał do Korpusu Kadetów w Modlinie, skąd otrzymał świadectwo ukończenia klasy piątej. Po zdaniu egzaminu uzupełniającego został uczniem klasy szóstej Gimnazjum Humanistycznego Męskiego Towarzystwa Szkoły Średniej w dzisiejszym Piotrkowie Trybunalskim. Po czterech latach nauki, w 1924 roku, przystąpił do egzaminu dojrzałości, który zdał z wynikiem pozytywnym. Zachowane świadectwo maturalne świadczy jednak o tym, że nie był najpilniejszym uczniem. Wśród ocen dominują te dostateczne, jak choćby z polskiego, łaciny czy matematyki. Nieco lepiej uczył się jedynie z geografii, z której miał „dobry” i – podobnie jak współczesne dzieci – podniósł sobie średnią ocen piątką z religii.
W tym samym, 1924 roku, stanął także przed komisją poborową. W wypełnionym wówczas arkuszu ewidencyjnym jako zawód cywilny pełniony w momencie wcielenia zadeklarował „student”. Ze wspomnianego dokumentu dowiadujemy się również nieco o wyglądzie Walickiego. Był średniego wzrostu, o ciemnoblond włosach i podobnych brwiach, spod których patrzyły niebieskie oczy. Twarz uznano za pociągłą, a nos za normalny, choć patrząc na fotografie chyba właściwiej nazwać by go było orlim. Powiatowa Komenda Uzupełnień Łask w Sieradzu przyznała Walickiemu kategorię „A”, ale do wojska został wcielony dopiero trzy lata później. 

Przebieg służby wojskowej
Nie od razu został kawalerzystą. W lipcu 1927 roku trafił do 9. kompanii 1. pułku łączności w Zegrzu, lecz jeszcze tego samego miesiąca został odkomenderowany do Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Ostrowi-Komorowie. Dziesięciomiesięczną naukę ukończył z oceną dobrą (lokata 42 na 84) i w stopniu plutonowego. W maju 1928 roku został przeniesiony do 44. pułku piechoty w Równem, nazywanego pułkiem strzelców kresowych, gdzie otrzymał przydział do 3. kompanii ciężkich karabinów maszynowych. Musiał wyróżnić się w czasie szkolenia strzeleckiego, gdyż przyznano mu wówczas tytuł i odznakę strzelca celnego.
Nie na długo jednak związał się z piechotą. W październiku 1928 roku rozpoczął naukę w Szkole Podchorążych Kawalerii przy Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, którą ukończył dwa lata później z wynikiem „zupełnie dobrym”. Wśród dwudziestu czterech szkolnych przedmiotów znalazły się m.in. nauka o koniu, pielęgnacja konia i zdolność marszowa – jedyne, za które otrzymał oceny celujące. Jako bardzo dobrą oceniono jego umiejętność jazdy konnej oraz wiadomości w zakresie broni pancernej i administracji. Wysokie noty wystawiono mu też ze szkolenia saperskiego oraz psychologii i dydaktyki. Najgorzej, bo „zaledwie dostatecznie” Walicki radził sobie z regulaminami, nauką o broni, artylerią i – o dziwo – szkoleniem strzeleckim. W ogólnej opinii wystawionej mu na zakończenie kursu zaznaczono, że stanowi materiał na przeciętnego oficera, obdarzonego pewną inteligencją i zdolnościami, przy jednoczesnej skłonności do lenistwa. Dostrzeżono jego pogodny i spokojny charakter, a przede wszystkim duże zamiłowanie do koni. Uzyskana przez niego ocena „zupełnie dobra” odpowiadała ósemce w dziesięciostopniowej skali.
Po ukończeniu nauki w Grudziądzu Walicki otrzymał awans do stopnia podporucznika (ze starszeństwem od dnia 15 VIII 1930 r.) i został przydzielony do 17. pułku ułanów wielkopolskich, w którym służyć miał już aż do wybuchu wojny. Początkowo objął stanowisko dowódcy plutonu. Odwaga osobista i uzdolnienie wojskowe duże. Dowodzenie i należyta decyzja taktyczna jeszcze nie wyrobione. Dość dbały o żołnierza – zapowiada się na b. dobrego instruktora – brak mu jeszcze rutyny - zapisano w Rocznym Uzupełnieniu Listy Kwalifikacyjnej za rok 1931. Uzdolnienie wychowawcze i kierownicze przeciętne – natomiast wywiera b. dobry wpływ na podwładnych. […] Rygor i stopień wymagania od podwładnych jeszcze bez wyczucia. Sprawiedliwy, dość surowy. Opinię tę uzupełnił dowódca pułku, płk dypl. Aleksander Radwan–Pragłowski, pisząc: Wzór młodego oficera kawalerii, pełnego zamiłowania do służby i do sportu konnego. Zapowiada się świetnie. Wydaje się zresztą, że sport konny nie był jedynym, jakiemu wówczas podporucznik poświęcał swój czas. 19 V 1931 r. nadano mu odznakę strzelecką III klasy (brązową). Było to odznaczenie przyznawane przez Związek Strzelecki za osiągnięcia w strzelectwie sportowym.
20 października 1931 r. Walicki został przesunięty do szwadronu ciężkich karabinów maszynowych, gdzie pełnił funkcję dowódcy plutonu ckm. W maju następnego roku przeniesiono go do 4. szwadronu, gdzie także został dowódcą plutonu. Bardzo dobry na obecnym stanowisku – zaznaczono w arkuszu Rocznego Uzupełnienia za rok 1932. Ze względu na dodatnie wyniki pracy podnoszę opinię z dobrej na bardzo dobrą – pisał zastępca dowódcy pułku, major Stanisław Królicki w rubryce „ocena ogólna”.
Marzec 1933 roku przyniósł młodemu oficerowi awans na stopień porucznika (starszeństwo z dn. 01 I 1933, lokata 46). Nadal zajmował stanowisko dowódcy plutonu, od stycznia w pierwszym szwadronie, by po pół roku powrócić do szwadronu czwartego. Dopiero koniec roku przyniósł pewnego zmiany w jego życiu zawodowym. 20 grudnia Walicki został zastępcą oficera mobilizacyjnego, przy czym funkcja ta była przewidziana dla rotmistrza.
15 stycznia 1935 r. porucznik został słuchaczem XIII Kursu Instruktorów Jazdy w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. W czasie dziesięciu miesięcy nauki uczestnicy mieli przygotować się do roli instruktorów jazdy i ujeżdżaczy remontów w pułkach. Wśród przedmiotów znajdowały się m.in. teoria jazdy konnej, nauka o koniu, ale także woltyżerka i służba polowa. Oczywiście gros czasu zajmowała jazda konna. Każdy z oficerów otrzymywał do pracy młode konie, a postępy w ich układaniu notował w specjalnym dzienniku. Walicki ukończył kurs z oceną pozytywną, a jego przełożeni mogli stwierdzić: Nadaje się na dowódcę plutonu oraz instruktora w szwadronie liniowym, a także na instruktora jazdy w pułku i szwadronie zapasowym.
Po powrocie z kursu porucznik nadal pełnił funkcję dowódcy plutonu. Na ćwiczeniach prowadzi bardzo dobrze pluton – a specjalnie podjazd – zapisał w arkuszu major Królicki. Być może to właśnie dzięki tej umiejętności we wrześniu 1939 roku Walicki znalazł się w szwadronie kolarzy, gdzie pełnił funkcję dowódcy 1. plutonu.
W 1937 roku został mianowany oficerem placu oraz instruktorem strzelców wyborowych. Jak wynika z akt personalnych, i z tej nowej funkcji wywiązywał się bardzo dobrze, a w dokumentach pojawiła się adnotacja, że nadaje się nie tylko na dowódcę plutonu, ale także do pracy w kwatermistrzostwie. Z pewnością miały tu znaczenie rozwinięte umiejętności organizatorskie i administracyjne, którymi wykazywał się właściwie już od początku służby.
Kolejny rok przyniósł Walickiemu następne zawodowe wyzwanie, jakim było stanowisko dowódcy plutonu działek ppanc. Pełniąc obowiązki biurowe i później – dcy plutonu ppanc wywiązał się dobrze. Wszechstronna przydatność w służbie wyróżnia go wśród innych – czytamy w arkuszu rocznej oceny. Wynika z niego, że porucznik radził sobie doskonale w pracy biurowej, ale również zapowiadał się na dobrego dowódcę szwadronu lub nawet adiutanta pułku, co zaznaczył dowódca jednostki, pułkownik Ignacy Kowalczewski.
Wiosną 1939 roku Walicki powrócił do Grudziądza, tym razem na XX Kurs Dowódców Szwadronów – ostatni, jaki odbył się przed wojną. Towarzyszący mu kolega pułkowy, rotmistrz Michał Gutowski, zapamiętał, że w czasie zaledwie trzymiesięcznej edukacji (19 maja – 19 sierpnia 1939) duży nacisk kładziono na zapoznanie oficerów z użyciem nowoczesnych modeli broni, takich jak ręczne i ciężkie karabiny maszynowe, organizacją obrony przeciwlotniczej i przeciwpancernej, ale także z rozkazodawstwem na poziomie pułku kawalerii. Podkreślał również bardzo wysoki poziom wszystkich zajęć.
Wyśrubowane wymagania stawiane uczestnikom znalazły odzwierciedlenie w wynikach egzaminu końcowego Walickiego. Zachowana dokumentacja wskazuje, że większość ocen, jakie otrzymał była zaledwie dostateczna (czwórka w ośmiostopniowej skali). Jedyne piątki („dość dobrze”) otrzymał z wyszkolenia bojowego oraz – co raczej nie powinno dziwić – z wyszkolenia strzeleckiego. Po ukończeniu nauki porucznik powrócił do pułku.
Roczne Uzupełnienie Listy Kwalifikacyjnej z 1938 roku jest, ze zrozumiałych względów, ostatnim, jakie możemy znaleźć w dokumentach porucznika Józefa Walickiego. Ze wszystkich ocen, jakie jesienią każdego roku wystawiali mu przełożeni, wyłania się obraz oficera inteligentnego, lecz jednocześnie wolno przyswajającego nowe rzeczy. Z pewnością był osobą o dużej ambicji i poczuciu honoru osobistego. Doskonale radził sobie jako organizator czy administrator, sprawdzał się zarówno w linii, jak i w pracy biurowej. W początkowym okresie służby pojawiały się o nim opinie jako o człowieku spokojnym, świetnie nadającym się na instruktora. Te dwie cechy Walickiego z czasem musiały ulec zmianie, skoro w drugiej połowie lat trzydziestych ówczesny dowódca pułku, pułkownik Tadeusz Kurnatowski, zwracał uwagę na jego porywczy charakter. Podobną adnotację znajdziemy też w arkuszu z 1938 roku: „W pracy nie zawsze dosyć opanowany”. Kurnatowski zaznaczył również, że o ile porucznik nadaje się do roli instruktora jeździeckiego, o tyle instruktorem szkoleniowym jest zaledwie przeciętnym. Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że przełożeni oceniali go jako dobrego lub bardzo dobrego oficera. 

Jeździecka pasja
Józef Walicki "Walbach" jako oficer 17. pułku ułanów wielkopolskich
Józef Walicki jako oficer 17. pułku ułanów wielkopolskich.
Zbiory rodzinne, fot. ze strony https://www.bohaterowie1939.pl
Mimo powyższych różnic, wszyscy opiniujący podkreślali zgodnie wielkie zainteresowanie Walickiego końmi i sportem konnym. Nazywali go m.in. „odważnym i utalentowanym jeźdźcem”, mającym Umiejętne podejście do systematycznej pracy nad ujeżdżeniem młodych koni – zaleta duża, w warunkach służby jeszcze mało rozpowszechniona.
Moment przyjścia przyszłego „Walbacha” do pułku, a więc początek lat trzydziestych, był czasem wyjątkowo sprzyjającym rozwojowi sportu konnego wśród wielkopolskich ułanów. Działo się tak za sprawą dowódcy, pułkownika dypl. Aleksandra Radwan-Pragłowskiego. Będąc samemu znakomitym jeźdźcem, kładł on duży nacisk na wysoki poziom jazdy swoich oficerów. To właśnie za jego rządów, w latach 1934 – 1935, pułk zdobył dwukrotnie drużynowe mistrzostwo Wojska Polskiego. I choć porucznik Walicki nie znalazł się w składzie zwycięskich zespołów, z pewnością należał do wyróżniających się jeźdźców w jednostce.
Do jednych z jego najbardziej spektakularnych sukcesów należało zwycięstwo w drużynowym Konkursie Zespołów Wojskowych o nagrodę miasta Gniezna podczas trwających tam Wielkich Zawodów Konnych (kwiecień 1934 roku). W rywalizacji wzięło udział 11 zespołów, a o pierwszym miejscu ostatecznie zadecydowała rozgrywka. Ułani z Leszna, w składzie por. S. Czerniawski (na „Dionie”), por. M. Gutowski („Warszawianka”), por. P. Laskowski („Milutka”) i por. J. Walicki („Pilica II”), wyprzedzili reprezentację Centrum Wyszkolenia Kawalerii i 5. Dywizjonu Artylerii Konnej, zdobywając zaledwie 3½ punktu karnego. Doprawdy, rzadko można spotkać pułk dysponujący takim doborem jeźdźców i koni, w dodatku starannie przygotowanych, wygalopowanych i znajdujących się w świetnej kondycji – zauważa anonimowy autor sprawozdania opublikowanego na łamach „Jeźdźca i Hodowcy”.
Indywidualnym sukcesem porucznik mógł się pochwalić dwa lata później, również podczas kwietniowych zawodów gnieźnieńskich. W drugiej serii Konkursu Otwarcia, w silnej konkurencji 124 koni, zdobył na „Arkanie” wstęgę honorową.
Nie wiadomo natomiast, czy próbował swoich sił w innej cenionej w kawalerii dyscyplinie jeździeckiej, czyli wyścigach konnych.

Życie rodzinne i towarzyskie
Ślub Józefa Walickiego ze Zdzisławą z domu Nyka, Poznań 1936 r.
Ślub por. Józefa Walickiego i Zdzisławy Nyka.
Poznań, 19.09.1936 r.
Zbiory rodzinne,
fot. ze strony https://www.bohaterowie1939.pl
Na pierwszej stronie każdego z arkuszy oceny rocznej znajdowała się zawsze informacja o stanie rodzinnym i materialnym oficera. Na tej podstawie wiemy, że porucznik Walicki cieszył się dobrym zdrowiem, nie robił długów i był materialnie niezależny. W 1936 roku ktoś w kancelarii pułkowej przekreślił w aktach słowo „kawaler” i ręcznie dopisał adnotację „żonaty”. Wybranką porucznika została Zdzisława Nyka. Pobrali się 19 września w Poznaniu, a 9 stycznia 1938 roku na świat przyszła ich córka, Aleksandra Maria Zdzisława Walicka.
Opiniując przyszłego „Walbacha”, przełożeni zgodnie podkreślali jego wyrobienie towarzyskie oraz koleżeńskość, nazywając go „solidnym i lojalnym kolegą”. Najładniejszą w tej kwestii opinię wystawił mu jednak pułkownik Kowalczewski, pisząc: Jest to kolega o złotym sercu, który niczego koledze nie odmówi. Bliskim przyjacielem Walickiego był, wspomniany już, Michał Gutowski, znakomity jeździec, olimpijczyk, indywidualny mistrz Wojska Polskiego z 1934 roku. Poznali się i zaprzyjaźnili prawdopodobnie w czasie wspólnej nauki w Szkole Podchorążych Kawalerii, po której obaj trafili do 17. pułku ułanów. Razem pojawiają się nawet we wspomnieniach pułkownika Kowalczewskiego, na którego cześć, jako nowego dowódcy, wydano przyjęcie w maju 1938 roku: Nie wiem, czy można by gdzie zobaczyć na zabawie tak cudownie tańczonego kujawiaka czy oberka jak przez Michała Gutowskiego czy Józia Walickiego. Radosna atmosfera przyjęć i balów pułkowych miała jednak już niedługo ulec brutalnemu zakończeniu. 
 
Wrzesień 1939
Wybuch wojny zastał porucznika na stanowisku dowódcy 1. plutonu w szwadronie kolarzy (wg informacji zamieszczonych w książce generała brygady Romana Abrahama Wspomnienia wojenne znad Warty i Bzury, Walicki miał również pełnić funkcję zastępcy dowódcy tego szwadronu). Razem z pułkiem przeszedł wojenny szlak Wielkopolskiej Brygady Kawalerii aż do udziału w walkach nad Bzurą, gdzie kolarze pełnili zadania rozpoznawcze. W nocy z 9 na 10 września 17. pułk ułanów wziął udział w ciężkich walkach o Walewice. Szwadron kolarzy wchodził wówczas w skład oddziału wydzielonego „Zduny”, mającego zabezpieczyć natarcie Brygady od strony Łowicza w rejonie miejscowości Zduny Kościelne. W czasie prowadzenia rozpoznania porucznik Walicki został ciężko ranny i trafił do szpitala w Kutnie lub Skierniewicach.
Za udział we wrześniowych walkach przyszły „Walbach” został odznaczony krzyżem Virtuti Militari V klasy. Odznaczenia żołnierzom 17. pułku ułanów przyznał gen. Abraham 27 września 1939, dekorując ich w budynku Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych w Warszawie. Wątpliwym jednak jest, by ze względu na stan zdrowia Walicki mógł uczestniczyć w ich wręczaniu. W tym miejscu też warto podkreślić, że przyznawanie Virtuti Militari w czasie walk wrześniowych wywołało pewne kontrowersje. Nie zachowały się bowiem żadne dokumenty potwierdzające, że Naczelny Wódz przelał swoje uprawnienia nadawania orderu na dowódców armii. Generałowie Abraham oraz Juliusz Rómmel twierdzili natomiast, że otrzymali pewną pulę VM oraz Krzyża Walecznych dla rozdzielenia wśród najdzielniejszych żołnierzy.
Nie jest też do końca jasne, w jakim stopniu Walicki ostatecznie zakończył udział w wojnie obronnej. Z koszar w Lesznie wyruszył jeszcze jako porucznik i w tym stopniu pojawia się we wszystkich wspomnieniach i opracowaniach dotyczących wrześniowych losów 17. pułku ułanów. Jednak po przystąpieniu do oddziału Hubala nosi już stopień rotmistrza, z czego wynika, że awans otrzymał bezpośrednio po udziale w walkach.

U Hubala
Hubalczycy, zima 1940 r. Walbach stoi obok Hubala (w białym szaliku)
Hubalczycy, zima 1940 r.
Rtm. "Walbach" stoi tuż obok majora "Hubala" (w szaliku).
Domena publiczna
Po zakończeniu działań wojennych, już w październiku, Walicki najprawdopodobniej uciekł ze szpitala i dotarł do majątku swojego szwagra Stanisława Freytaga w Różenku koło Opoczna. Stamtąd, w grudniu 1939 r., nawiązał kontakt z Adamem Bartczakiem z Tomaszowa Mazowieckiego, który w wigilię świąt Bożego Narodzenia ściągnął go do miasta i poznał z rodziną Kotarskich, działającą już wówczas w konspiracji. To właśnie w ich mieszkaniu przy ulicy Sosnowej odbyło się w czasie świąt spotkanie przedstawicieli różnych grup konspiracyjnych, poświęcone m.in. kwestii zorganizowania pomocy dla oddziału majora Hubala. Niedługo potem, w początkach stycznia, Walicki zdecydował się dołączyć do Hubalczyków. Razem z nim z Tomaszowa wyruszyli ppor. Antoni Kubisiak „Leszczyna”, plut. Józef Lewandowski „Lech” i – prawdopodobnie – plut. Zenon Gorzelak. Za datę ich wstąpienia do oddziału przyjmuje się 5 stycznia 1940 roku.
Pierwsze tygodnie w oddziale musiały być dla „Walbacha” - bo taki pseudonim przyjął – stosunkowo ciężkie, gdyż po ranie odniesionej w bitwie nad Bzurą pozostał mu niedowład prawej ręki. Na szczęście regularne masaże i gorące kąpiele ręki przyniosły efekty i w Gałkach rotmistrz mógł już utrzymać pistolet w dłoni.
Na kwatery do wspomnianej wsi Hubalczycy przenieśli się na przełomie stycznia i lutego 1940 roku. Dopiero tutaj major Dobrzański zdecydował się rozbudować oddział, który dotychczas liczył zaledwie od kilkunastu do trzydziestu kilku ludzi. Napływ ochotników umożliwił stworzenie 40-to konnego szwadronu kawalerii, którego dowódcą został został Walicki.
Mimo pełnienia tej ważnej roli, na postać „Walbacha” trudno trafić w relacjach Hubalczyków. Próżno szukać jego charakterystyki jako dowódcy lub anegdot, których byłby bohaterem. Nawet w obszernych wspomnieniach Józefa Alickiego znajdziemy o nim tylko kilka jednozdaniowych wzmianek. Dowiadujemy się z nich przede wszystkim, że Walicki zajmował się przeprowadzaniem regulaminowych ćwiczeń w szwadronie.. Nieco więcej słów poświęcił mu w swojej książce Marek Szymański („Sęp”): Był koleżeński i dbał o swych żołnierzy, ale też wiele od nich wymagał. Kwaterował razem z nimi.
„Walbach” przebywał w oddziale do 13 marca 1940 roku, kiedy to do Gałek przybył podpułkownik Leopold Okulicki („Johan Müller”), komendant okręgu łódzkiego Związku Walki Zbrojnej, z rozkazem częściowej demobilizacji oddziału. Rotmistrz Walicki przyjął propozycję pracy w konspiracji i kilka dni później został wyznaczony komendantem obwodu ZWZ w Tomaszowie Mazowieckim. 
 
W konspiracji
Tomaszowski obwód ZWZ powstał w marcu, w wyniku scalenia sześciu niezależnych organizacji, działających na terenie miasta. Walicki, jako pierwszy jego komendant, występował teraz pod nazwiskiem Adam Łoza, używając nadal pseudonimu „Walbach” lub „Józef”. Ten drugi stał się również kryptonimem podległego mu obwodu.
Nowo mianowany komendant po powrocie do Tomaszowa zamieszkał u rodziny Nizwaldów przy ulicy Farbiarskiej 11. Tadeusz Nizwald „Okierski”, intendent miejscowego szpitala, został jego zastępcą. Był on jednym z organizatorów wspomnianej już wcześniej akcji pomocy dla oddziału Hubala. Trudno jednak powiedzieć, czy Walicki kontynuował tę formę wsparcia dla swojego byłego dowódcy, prawdopodobnie władze ZWZ nie były przychylne takim działaniom.
Mimo przejścia do konspiracji, losy rotmistrza jeszcze raz zetknęły go z majorem Dobrzańskim i jego żołnierzami. 1 maja 1940 roku komendant Inspektoratu Piotrkowskiego ZWZ, kapitan Aleksander Mikuła „Miłosz” podpisał, kolejny już, rozkaz rozwiązania oddziału. Pismo Hubalowi miał dostarczyć osobiście właśnie „Walbach” i wybór ten nie był przypadkowy. Spodziewano się, że Major łatwiej ulegnie namowom oficera, którego znał i który jakiś czas służył pod jego komendą. Rozkaz został jednak wydany dzień po śmierci Hubala i dlatego Walicki najprawdopodobniej nie zdecydował się przekazać pisma dawnym towarzyszom broni. Czy spodziewał się, że wobec braku dowódcy sami zdecydują się przejść do konspiracji? Faktem jest jednak, że Oddział Wydzielony Wojska Polskiego istniał jeszcze niemal dwa miesiące i został rozwiązany dopiero 25 czerwca 1940 roku w okolicach Kluczewska.
Przekazanie rozkazu demobilizacji było jednak tylko jednym z wielu trudnych zadań, z jakimi rotmistrz musiał się mierzyć na nowym stanowisku. Kapitan „Miłosz” bardzo nalegał na szybką rozbudowę obwodu, a przede wszystkim jego siły zbrojnej. W czasie częstych, nieraz i cotygodniowych wizyt w Tomaszowie naciskał „Walbacha” by jeszcze intensywniej dążył do rozszerzenia wpływów obwodu, formowania kolejnych grup szturmowych, zapewnienia im szkoleń specjalistycznych oraz organizowania drużyn łączności. Nie znającemu miejscowych stosunków oficerowi bardzo trudno było odnaleźć się w tomaszowskiej rzeczywistości. Przed wojną miasto zamieszkiwała silna mniejszość niemiecka, jednak wielu z noszących obcobrzmiące nazwiska okazywało się prawdziwymi patriotami. I przeciwnie, ci, których pochodzenie wydawało się rdzennie polskie, często szli na współpracę z okupantem.
Wszystko to spowodowało, że rotmistrz zdecydował się zrezygnować z pełnionej funkcji, na co uzyskał zgodę swojego zwierzchnika. W lipcu 1940 roku „Walbach” opuścił Tomaszów i udał się do Warszawy. Niewiele wiadomo o tym okresie jego życia. Eugeniusz Śliwiński w swoim opracowaniu na temat 17. pułku ułanów wskazuje, że w stolicy Walicki objął dowodzenie nad jednym z oddziałów ZWZ, stacjonującym na Woli. W konspiracji miała pracować również jego żona Zdzisława, pełniąc rolę kurierki. Oboje zostali aresztowani 29 I 1942 roku i skazani - „Walbach” na śmierć (rozstrzelany 28 V 1942 r.), a Zdzisława na kilkuletnie więzienie. Jej osadzenie na Pawiaku potwierdza jeden z grypsów z nazwiskami przybyłych 29 stycznia 1942 roku więźniarek.

Za pomoc w przygotowaniu wpisu serdecznie dziękuję Panom: Robertowi Zatorskiemu, Jackowi Lombarskiemu oraz Andrzejowi Dyszyńskiemu. 


Bibliografia:
Centralne Archiwum Wojskowe, Akta personalne Józefa Walickiego, sygn. AP4896 .
Centralne Archiwum Wojskowe, Wykaz uczestników przyjętych na XX. Kurs Dowódców Szwadronów w C.W.Kaw. - Grudziądz, Akta Departamentu Kawalerii, sygn. I 300.30.125
[b.a.], IX Wielkie Zawody Konne w Gnieźnie, „Jeździec i Hodowca” , nr 17 z dn. 10.06.1934, s. 410-411.
Abraham R., Wspomnienia wojenne znad Warty i Bzury, Warszawa 1969.
17 pułk ułanów – seria „Wielka Księga Kawalerii Polskiej 1918-1939”, 2012
Koreś D., Generał brygady Aleksander Radwan-Pragłowski, Warszawa 2012.
Kukawski L., Tym J.S., Wójcik T., Kawaleryjska Alma Mater w Grudziądzu 1920 – 1939, Grudziądz 2008.
Pałaszewska M., Pamiątki Elizy i Józefa Sulińskich (Polska Niepodległa, Pawiak, KL Ravensbrück), "Niepodległość i Pamięć", t. 14, 2007, s. 189-258, http://bazhum.muzhp.pl/czasopismo/503/?idno=14115 [dostęp 16.12.2019].
Polak B., Wielkopolska Brygada Kawalerii w Wojnie Obronnej 1939 r., [w:] Lance do boju. Szkice historyczne z dziejów jazdy wielkopolskiej X wiek -1945 r. pod red. B. Polaka, Poznań 1986.
Pruski W., Dzieje konkursów hippicznych w Polsce, Warszawa 1982.
Rómmel J., Za honor i ojczyznę, Warszawa 1958.
Szymański M., Oddział majora „Hubala”, Warszawa 1986.
Śliwiński E., 17 Pułk Ułanów Wielkopolskich, Leszno 2008.
[b.a.], Wiosenne krajowe zawody konne w Gnieźnie, „Jeździec i Hodowca”, nr 14 z 10.05.1936, s.258-260.
Wawrzyniak E., Na rubieży Okręgu AK Łódź, Warszawa 1988.
Zaborowski J., Oddział majora Hubala i jego tomaszowscy żołnierze, Tomaszów Mazowiecki 2009.



6 komentarzy:

  1. Bardzo interesujący artykuł, gratulacje dla Pani Żołnierki !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak...9 stycznia 1938 roku przyszła na świat...moja śp...mama...Aleksandra Walicka Storożuk. Natomiast potwierdzeniem pobytu mojej babci Zdzisławy na Pawiaku jest choćby portret namalowany przez koleżankę z celi....słynną Maję Berezowską (w którego posiadaniu jestem. Dziadek został rozstrzelany w podwarszawskiej Magdalence i tam spoczywa w zbiorowej mogile. Nigdy go nie poznałam...jednak moja mama nosiła go w sercu całe życie.....a śp babcia pozostała mu wierną na zawsze. Dziękuję za piękny artykuł.
    Maria Storożuk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Mario,
      dziękuję za piękne słowa. Pani Babcia musiała kochać Rotmistrza bardzo mocno. Podobne przykłady takiej pięknej miłości można znaleźć też wśród wdów po oficerach zamordowanych w Katyniu. One również bardzo długo czekały na mężów, a gdy już było wiadomo, że zginęli, pozostawały im wierne.

      Usuń
  3. Hubal żyje dziś , jest nim Wojciech Olszański. Reinkarnacja ?

    OdpowiedzUsuń