
Właściwie już na początku lektury spotkało mnie rozczarowanie. Szymanowski przytacza zeznania czy też wspomnienia różnych osób, zawsze są to jednak cytaty pasujące mu do koncepcji. Oczywiście, ma prawo tak robić, chce przecież przekonać czytelników o słuszności swoich założeń. Z drugiej jednak strony, będąc mniej zorientowanym w Hubalowej tematyce, można odnieść mylne wrażenie, że relacje te, od zawsze dostępne, długo czekały na kogoś, kto je po prostu poskłada razem. Że nikt dotąd na to nie wpadł, a rozwiązanie tej zagadki jest właściwie proste i przez lata leżało na wyciągnięcie ręki. A przecież wersji o miejscu pochówku Hubala przez lata pojawiało się wiele. Niektórzy twierdzili, że ciało zostało odnalezione - czy to na terenie tomaszowskiej jednostki, czy to na pobliskim cmentarzu - i przeniesione gdzieś indziej. Pisałam już o tym zresztą wcześniej. Oczywiście, wszystkie one są potwierdzone jedynie przekazem słownym, jednak myślę, że uczciwiej byłoby choćby tylko zasugerować czytelnikowi ich istnienie.
W poprzedniej części zaznaczyłam, że chciałabym wskazać słabe punkty w rozumowaniu Dariusza Szymanowskiego. Przyglądając się jednak krok po kroku jego hipotezie, wypada zacząć od tego, co raczej nie budzi zastrzeżeń historyków. 30 kwietnia 1940 roku ciało majora Dobrzańskiego znalazło się w Tomaszowie i miało zostać pochowane na cmentarzu żołnierzy z I wojny światowej, który do dziś znajduje się na przeciwko tamtejszych koszar. Wykopano tam nawet dół, jednak niemieckie dowództwo ostatecznie zrezygnowało z tego zamiaru i zwłoki Hubala zostały umieszczone w działowni na terenie jednostki. Tam następnego dnia widział je jeszcze H. Schreihage, wówczas oficer zwiadu 372. dywizji piechoty Wehrmachtu i jest to ostatnia pewna informacja na temat pośmiertnej drogi Majora.
![]() | ||
Jedno z pośmiertnych zdjęć majora Hubala - wykonane jeszcze w Anielinie lub już w Tomaszowie Mazowieckim. |
Osobiście bliższa jestem twierdzeniu, że Niemcy nie zadawali sobie trudu, żeby ciało Hubala wozić gdziekolwiek i po prostu pochowali je gdzieś w pobliżu miejsca, gdzie było widziane po raz ostatni - na terenie jednostki lub cmentarza w Tomaszowie. Tak było by po prostu najprościej. Jednak fakt istnienia mogiły z niemieckim napisem potwierdza zbyt dużo różnych, niezależnych od siebie relacji. I zbyt dużo nici wiąże ją ze sprawą Hubala, żeby móc ten trop całkowicie zignorować. Do tego momentu więc ustaleniom autora książki trudno odmówić prawdopodobieństwa.
Idąc za ciosem, Szymanowski próbuje zlokalizować mogiłę, opierając się przede wszystkim na zeznaniach Stanisława Wilczyńskiego, tomaszowianina, mocno zaangażowanego w poszukiwania grobu Hubala. On również widział kopczyk z brzozowym krzyżem i, przekonany o tym, że spoczywa w nim Major, próbował go zlokalizować w latach siedemdziesiątych. Niestety, bezskutecznie. Udać się to miało za to samemu Szymanowskiemu, który pod koniec maja br. przeprowadził prace badawcze w jednym z miejsc, wskazanych przez Wilczyńskiego. Jaki był efekt podjętych działań? Oddajmy głos autorowi: Przeprowadzone badanie wydobytej ziemi oraz ścian i dna wykopu przy pomocy wykrywaczy metali wykluczyły obecność w tym miejscu jakichkolwiek przedmiotów metalowych o charakterze wojskowym i militarnym - pisze na s. 45. - Nie odnaleziono żadnych elementów umundurowania czy oporządzenia wojskowego [...]. Nie stwierdzono przy tym żadnych innych materialnych śladów pochówku, a zbyt duże wymiary tego zapadniętego miejsca przeczyły, by mogła to być pojedyncza mogiła. A więc pudło. Nie udało się odnaleźć żadnych śladów potwierdzających, że w miejscu tym kiedykolwiek spoczywało ciało Hubala. Wydaje się więc, że sprawa jest jasna, a trop, którym podążył autor zaprowadził go w ślepą uliczkę. Tymczasem jednak już na następnej stronie Szymanowski konstruuje dosyć chybotliwy gmach piętrowych hipotez. W przebadanym miejscu nie znaleziono ciała Hubala nie dlatego, że było ono błędnie zlokalizowane, ale dlatego, że Hubal został stamtąd zabrany. A został stamtąd zabrany, ponieważ nie ma go w przebadanym miejscu. [ciało] zostało w tajemnicy ekshumowane przez księdza Stanisława Kowalskiego, przewiezione wozem konnym do Inowłodza i tam pochowane w grobowcu rodziny Kowalskich [...]. Z kolei brak materialnych śladów pochówku można tłumaczyć tym, że ciało Hubala zostało z tego miejsca ekshumowane w kilka dni po pochówku, a przy tym było pochowane w drewnianej trumnie. Jedynym śladem jaki mógł się zachować był więc wykop. Jednakże dziś trudno udowodnić, że w miejscu tym była kiedyś jama grobowa, gdyż kilkakrotne rozkopywanie i zasypywanie tego miejsca w przeszłości mogło zatrzeć ślady pierwotnego pochówku. [s. 47]. Oczywiście, mogło. Czasami prowizorycznie wzniesione gmachy okazują się trwalsze niż solidne konstrukcje. W Japonii specjalnie buduje się domy o lekkiej konstrukcji, bo, paradoksalnie, one najlepiej są w stanie przetrwać tamtejsze trzęsienia ziemi. A przecież moje wątpliwości są znacznie słabsze od ruchów płyt tektonicznych. Z drugiej jednak strony - twierdzenie, że się odnalazło grób Majora ma w tym wypadku dość słabe podstawy, bo, jak napisał sam autor, nie wskazują na to żadne ślady materialne.
Dlaczego zatem Dariusz Szymanowski z takim głębokim przekonaniem interpretuje przeprowadzone badania w ten właśnie sposób? Przede wszystkim dlatego, że w zanadrzu ma już przygotowany dalszy ciąg pośmiertnych losów Majora. Według tej wersji, w pierwszej połowie maja 1940 ksiądz Stanisław Kowalski, proboszcz parafii w Inowłodzu, dowiedział się, że tajemnicza, niemiecka mogiła, kryje ciało majora Dobrzańskiego. Dzięki szybkiej reakcji, duchownemu udało się zorganizować furmankę i w towarzystwie trzech zaufanych mężczyzn pochować Hubala w grobowcu rodziny Kowalskich na inowłodzkim cmentarzu. Punktem wyjścia do zbadania tego wątku była historia opowiedziana publicznie przez Pawła Beutha - wyjaśnia autor na s. 55. Znów więc mamy do czynienia z relacją ustną, nawet nie z drugiej, ale trzeciej (!) ręki. To oczywiście nie wyklucza prawdziwości jej słów, warto sobie jednak przypomnieć liczbę osób które "widziały" i "wiedziały na pewno", że Hubala pochowano w Wąsoszu pod Częstochową lub Kraśnicy blisko Opoczna.
Część trzecia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz